Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

„MÓJ KOT POLITYK”

                             „Mój kot polityk”


Konkurs literacki rozstrzygnięty!


Z przyjemnością informujemy, że w konkursie literackim „Mój kot polityk” przyznaliśmy następujące nagrody:

Pierwsze miejsce: Maja Musiałowicz za tekst pt. „Kot Fafik I – monarsze zwyczaje”
oraz                       Natalia Kandzia (12 lat) za tekst pt. „Kot ministrem edukacji (…)”

Drugie miejsce: Ania Włodarska, Wieńczysław Polaczek

Wyróżnienie: Marlena Wójcik, Stanisław Polanowski, Joanna Kapel (11 lat), Hanna Kuciel (8 lat)

Wszystkim uczestnikom konkursu dziękujemy za nadesłane teksty. Laureatom serdecznie gratulujemy i nagradzamy ich atrakcyjnymi książkami o kotach.
Najlepsze prace zostaną opublikowane w najbliższych numerach KOCICH SPRAW.


KOCIE IMPERIUM, CZYLI ROZWAŻANIA O NATURZE WŁADZY
(SKREŚLONE WŁASNOŁAPNIE PRZEZ JEJ WYSOKOŚĆ LUMIĘ I BIAŁĄ)
Ania Włodarska II miejsca w konkursie

Wstęp teoretyczny
Ludzi trzeba sobie wychować. Krok po kroku, konsekwentnie należy wpajać im wrażliwość na kocie potrzeby, życzenia, kaprysy. Stara prawda głosi: nie ludzie mają koty, lecz koty ludzi.
Kluczem do powodzenia jest nieustanna praca nad ludzką świadomością. Człowiek bowiem powinien wiedzieć, że jest przede wszystkim kocim personelem i powinien z tego faktu czerpać przyjemność, a nawet czuć się wyróżniony i uhonorowany. Radykałowie nie stronią od określenia „sługa”, ja jednak nie polecam tak dosadnej postawy, szczególnie wobec tych, którzy nie ustają w wysiłkach, by was zadowolić: kici, kici, może zjesz cielęcinkę? Kici, kici, może jeszcze kilka kawałków liofilizowanego kurczaczka? O, takim można okazać więcej łaski. Można na przykład udostępnić do miziania brzuszek, pokręcić ósemki wokół kostek, wskoczyć czasem na kolana lub polizać po twarzy. Korona z głowy na ogół nie spada, a wymierne korzyści piętrzą się w miskach.
Drogi Czytelniku, pamiętaj, że bycie kotem to misja. Po pierwsze musisz całym swoim życiem manifestować wyższość kociej rasy nad innymi stworzeniami. Ludzie niby mają od nas większe mózgi, ale po prawdzie… zważywszy na przeogromną krzywdę wielu zwierząt, nie używają ich tak, jak powinni!
Jestem głęboko oburzona, gdy słyszę o koniach wiezionych na rzeź, szczeniętach porzuconych w reklamówce albo kociętach na śmietniku… Wrrr! Hańba, moi drodzy!
W dawnych czasach władza posiadała boski pierwiastek. Koty powinny rządzić światem – to nie ulega wątpliwości, a za legitymację niech posłuży nasza obecność w egipskim panteonie, już tysiące lat temu! Warto pamiętać o tej nadprzyrodzonej karcie w kocich dziejach, warto wyciągać z piasków pustyni imiona Bastet i Sachmet, i wpajać młodemu pokoleniu: nie schodźcie poniżej królewskiego poziomu. Szanujcie się, względy rozdajcie podług zasług, przenigdy na kredyt.
Śmiało sięgajcie po metodę mruk-pazur (lub mruk-ząb), która, co należy koniecznie podkreślić, była pierwowzorem słynnej ludzkiej zasady kija i marchewki. Nasza kocia reguła działa dokładnie tak samo.
Dość długie i wnikliwe rozważania nad naturą imperiów doprowadziły mnie do wniosku, że ustrój idealny oznacza eklektyzm. Biorąc w posiadanie dom, pamiętajcie, żeby wyważyć pomiędzy mądrą dyktaturą, a demokratyczną łagodnością. To wcale nie jest takie trudne, jak się wydaje.
Szczypta tajemnicy (powłóczyste spojrzenia, pełne zrozumienia nawet dla tak idiotycznych kwestii jak depilacja nóg – po co niszczyć futro?!), odrobina międzygatunkowej równości (szczegól - nie, gdy pragniesz, Czytelniku, zająć strategiczną pozycję w łóżku człowieka), tyrański pazur (gdy
cię drapią za uchem, a ty sobie tego kategorycznie
nie życzysz) – oto przepis na udany kototaryzm.
Już sama fleksyjna analiza pojęcia przybliża jego cha
rakter. Otóż „kot” przywodzi na myśl miękkość wylizanego futerka, łagodne mruczenie, ciepło gibkiego ciała. „Totaryzm” z kolei podkreśla drapieżność, która w nas drzemie. Kototaryzm (zwany niekiedy kotokracją) szczerze polecam wszystkim kocim władcom jako najlepszą formę sprawowania rządów.

Cały tekst
przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 169 – LISTOPAD 2016


KOT FAFIK I MONARSZE ZWYCZAJE
Maja Musiałowicz – laureatka pierwszego miejsce w konkursie

Nasz koci, miłościwie nam panujący Książę krwi cesarskiej imperatorskiej uraczył nas (ludzi, mierne istoty) gościną w swojej posiadłości sześć lat temu (obchodzimy właśnie cukrową rocznicę jego rządów).

Ów najjaśniejszy w naszym życiorysie dzień pozwolił nam – infantom – poznać tę o jakże słodką stronę monarchii absolutnej. Staliśmy się gorliwymi rojalistami w toku miękkiej, zamszowej jak kocia łapa rewolucji. Nasze typowo ludzkie (ubogie i upośledzone) dotychczasowe pojmowa nie wolności straciło istotę na szafocie kocich zębów i w żelaznym uścisku ostrych pazurów.
Odporny na wszelkie naciski z zewnątrz Fafik I wprowadził nowe porządki twardą ręką, ups! – miękką łapą. Codziennie przekonujemy się, iż daleki jest od schlebiania nam, poddanym: „Nie macie w lodówce łososia? To zjem dzisiaj kawior”, „Mało miejsca na kanapie? To z przyjemnością zajmę jeszcze zagłówek i poduszki”, „Nie złowiono dziś halibuta?
Posilę się oliwkami”. Jak na władcę przystało, traktuje swój (nasz?) mały obszar jak swoją dziedziczną własność, choć królewskich antenatów nie znamy, a z dużym prawdopodobieństwem kocisko opuści ten padół bezpotomnie.
Fafikowa monarchia jest stabilna, niezachwiana, jak wskaźniki na kocim żyroskopie.
Król jest gwarantem wolności (własnej) – „Jestem wolny!, po-wolny!, swa-wolny”; własności (niepodzielnej) – „Nie dzielę się miejscem na poduszce”, a także ciągłości i przestrzegania prawa (w sytuacjach nadzwyczajnych ma możliwość ustanawiać nowe) – „Prawo łaski? Robię wam łaskę, że z wami mieszkam”.

Kocia monarchia jest zgodna z prawami naturalnymi, których przedstawicielowi Felis catus nie można odebrać, bo oparte zostały na jego doskonałej naturze.
Bronią one królewskiej godności, określają fundamentalne prawa kota (do samoposiadania, do własności) i obowiązki człowieka względem niego (utrzymanie monarchy przy życiu, obowiązek oddawania władcy owoców swojej pracy – zakup kociej karmy to prawdziwa danina na rzecz wybrednego władcy – dziesięcina przy tym to skromny datek).

Kot-król jest żyjącym (głównie w nocy) symbolem narodu i jest mu bliższy niż inne symbole narodowe. Słowo „kot” poddani odmieniają przez wszystkie przypadki i liczby. Naczelne miejsce zajmuje epopeja narodowa „Leksykon kocich pozycji w czasie snu”, bogata kolekcja malarstwa kocich min, fochów, nastrojów. Poddani (nieliczni, starannie wybrani) codziennie obdarzeni zostają zaszczytnym przywilejem odbierania skarbów mennicy (kuwety) królewskiej – prawdziwych złotych luidorów. Również przyzwyczajenia kulinarne monarchy są kuźnią kuchennych gustów poddanych. W kocim kraju, niczym włoszczyzna królowej Bony, panoszą się ryby, twarogi, mięsa, a nawet potrawy z ryżu i jabłek. Królewscy łowczy z trudem nadążają ze świeżymi dostawami.

Cały tekst przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 167 WRZESIEŃ 2016

 

MÓJ KOT POLITYK
Wieńczysław Polaczek 
laureat drugiego miejsca

Polityka to umiejętność radzenia sobie w życiu. Jak wielkim strategiem trzeba być, by wywalczyć sobie dom? A może nie potrzeba strategii, może wystarczy uporczywe miauczenie pod oknem bloku?

Na wiosnę 2014 roku przez uchylone okno do mieszkania wpadało wyraźne miauczenie. To była nowość.
Dziki
e koty wszak nie miauczą. Przemykają o brzasku lub po zmroku. Uciekając od człowieka. Tymczasem obok balkonu spozierał w górę biało-czarny kotek.
– Maleństwo szuka domu – powiedziała żona. – Kupię mu paczkę chrupków.
Kocię miało na oko mniej niż rok. Chude, zaniedbane i samotne. Nie uciekało, gdy z pierwszego piętra posypały się chrupki. Jedząc ze smakiem, spoglądało raz po raz w górę. Stąd wzięło się jego imię – „Kukuś”.
Od kilku dni Kukuś plątał się więc po zakrzewionym trawniku przed blokiem. Nie wiedzieliśmy, czyj jest i skąd przybył. Nie bał się ludzi, psów, kotów, dzieci. Potrafił stanąć na alejce, najeżyć się i nie przepuścić pani wyprowadzającej psa. Zamieszkał pod jodełką. Często widzieliśmy, jak tam sobie leży.
Zabawnie wyglądały jego nieudane łowy na ptaszki; raz udało mu się złapać motylka, a raz widziałem, jak obdzierał ze skóry nornika! Najwyraźniej biedactwo głodowało. Kupiliśmy miseczkę na wodę i drugą na karmę. Zanieśliśmy pod jodełkę.
Codziennie zmienialiśmy mu wodę i dawaliśmy mokre. Dokładne oględziny ujawniły, że Kukuś to kotek. Wdzięczył się do nas, kreślił ósemki między nogami, łasił się i biegł za nami, gdy odchodziliśmy.
Bywało, że znikał na dwa, trzy dni. Baliśmy się wtedy, że stało mu się coś złego. Ale wracał. I trwał na placu przed blokiem, jakby właśnie tutaj ktoś go porzucił. Podejrzewaliśmy, że być może jego opiekunka zmarła, a rodzina nie zamierzała się nim dalej zajmować. Kot był wykastrowany, a więc jakiś czas na pewno spędził z człowiekiem.

Nawiązana nić emocjonalna powiększała się. Zaczęliśmy rozważać zabranie tego miłego kociaka, który łasił się do nas i milutko miauczał. Dość często widzieliśmy z okien, jak dzieci z pobliskiego placu zabaw szturchają go i gonią. Trzeba było zwierzaka ratować.


Cały tekst przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 167 WRZESIEŃ 2016
 
-

...

Trwa konkurs literacki!


„Jak zostałem/am kociarzem?”
Mówi się, że wszyscy kochają koty, tylko niektórzy jeszcze o tym nie wiedzą. A jak było z Wami? Opowiedzcie nam, jak to się stało, że jesteście kociarzami. Na teksty czekamy do końca listopada 2017 r. pod adresem mailowym:
konkursy@kociesprawy.pl z dopiskiem w „Jak zostałem/am kociarzem”
Najciekawsze historie zostaną opublikowane na naszych łamach, a ich autorzy otrzymają interesujące książki o kotach.

.

..
...