Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ - Tekst Małgorzata Jabłońska

Tekst Małgorzata Jabłońska, TORUŃSKIE TOWARZYSTWO AUTYZMU

 Dzieci autystyczne, które opisywane są jako mało empatyczne, dzięki kontaktom terapeutycznym z kotami, potrafią okazywać współczucie wobec zwierząt, pokonywać bariery w komunikacji i kontaktach z innymi.

Wszystko zaczęło się jesienią, w zeszłym roku, od wizyty w miejskim schronisku, gdzie wybraliśmy się na wycieczkę. Nasi podopieczni - dzieci z autyzmem - chciały zapoznać się z pracą opiekuna zwierząt i poznać bezdomne, schroniskowe zwierzęta. Takie zadanie w przypadku dzieci z autyzmem nie jest prostą sprawą, bo przeszkadzać może im wszystko, co jest trudnym do zidentyfikowania bodźcem, zwłaszcza w nowym otoczeniu: zapach zwierzęcej sierści, karmy, ujadanie zwierząt - słowem nagromadzenie w jednym miejscu wszystkiego, co głośne i intensywne.
Wzajemne zaufanie
Dzieci w schronisku zachowywały się wspaniale, podobnie jak wszyscy pracownicy i opiekunowie zwierząt, którzy
cierpliwie nas oprowadzali. Dzieci, które w wielu publikacjach opisywane są jako mało empatyczne, współczująco odnosiły się do psów, które wystawiały zza krat pyszczki do pogłaskania, a z kociakami bawiły się w najlepsze. Koty obdarzyły nasze dzieci dużym zaufaniem, mimo że w większości przypadków były to zwierzęta po ciężkich przejściach i mogły nieufnie odnosić się do ludzi. Nasi kochani autyści natychmiast podjęli kontakt, i o dziwo, była to - między innymi - zabawa udawana, w której na przykład kawałek szmatki stał się myszką. Podobnej zabawy dzieci nie mogły podjąć w czasie wielu godzin terapii, co zresztą nie jest niczym dziwnym, bo brak zabawy udawanej jest jednym z kryteriów diagnostycznych autyzmu.
Schopler
Kiedy wracaliśmy ze schroniska, nie było końca prośbom o zabranie kotów do domu. Już w tramwaju zapadła decyzja o adopcji. Postanowiliśmy, że kiedy tylko przeniesiemy się do nowej siedziby, natychmiast pojedziemy po koty. Tak się szczęśliwe złożyło, że wkrótce miasto użyczyło nam wspaniałego domku, w którym mogłyby zamieszkać nasze kocurki. Już w grudniu zamieszkali tam Leon i Oskar, potem dołączył do nich Schopler, błąkający się w styczniowe mrozy samotnie po śmietnikach Torunia. Niestety, Schopler w kwietniu opuścił nas, gdyż cierpiał na nieuleczalny nowotwór. Dzieci, które mają duże kłopoty w przejawianiu uczuć, zaczęły z troską pytać: „gdzie jest kotek"? Brak kota odczuły tak bardzo, że nie tylko postanowiły podzielić się z nami swoimi odczuciami, lecz także pocieszały z całego serca naszą panią dyrektor, która z Schoplerem była najbardziej zżyta. Schopler, który swoje imię otrzymał na cześć wybitnego psychologa Erica Schoplera, nie opuścił
żadnej terapii. Kiedy tylko usłyszał, że do siedziby przychodzą dzieci, zaraz wskakiwał na parapet i towarzyszył nam w zajęciach plastycznych, sesji diagnostycznej oraz różnych spotkaniach terapeutycznych. Przyglądał się
z zainteresowaniem, na swój sposób pomagał, włączając się w niektóre zajęcia. Jego mruczenie uspokajało najbardziej pobudzone dzieci, cierpliwie pozwalał się głaskać oraz drapać za uszkiem, zaś na jego dwukolorowych poduszeczkach na łapkach dzieci uczyły się rozróżniania kolorów.
Oskar i Leon
Teraz pracują z nami Oskar i Leon. Leon - bury w paski z bursztynowymi oczami - to okropny chuligan, ale uwielbia dzieci. Kiedy tylko kogoś zobaczy, kładzie się na plecach i kategorycznie domaga się głaskania po brzuszku. Uwielbia być noszony na rękach i często w ten sposób zabierany jest na spacery do ogrodu. Towarzyszy nam podczas ognisk i uwielbia zabawę, ponieważ jest jeszcze małym kotem. I podobnie jak kiedyś Schopler, towarzyszy nam podczas zajęć. No, chyba, że któreś z dzieci da mu smakołyk - wtedy nie można go od miski odciągnąć. Poza tym Leon ma cudowny dar empatii i zawsze wie, do którego dziecka podejść, aby je uspokoić lub poprawić mu nastrój. Oskar to przeciwieństwo Leona. Rudo-biały, z różowymi opuszkami, spokojny, stonowany, łagodny. Mruczy cichutko, podchodzi bezszelestnie i kładzie się na kolanach. Zawsze jest tam, gdzie dzieci. Koty również chętnie tworzą dzieła sztuki - włażą do pojemników z farbami i zostawiają kolorowe ślady łapek na kartce. Wylewają wodę, zrzucają pędzelki, podczas zabaw ruchowych biegają z dziećmi po torze przeszkód. Ten pamiętny, jesienny dzień, kiedy poszliśmy do schroniska, był jednym z najlepszych dni w historii naszego Towarzystwa Autyzmu. Nie tylko zyskaliśmy nowych, oddanych przyjaciół. Wielkim osiągnięciem terapeutycznym było otwarcie się dzieci na zabawę, komunikację i empatię. Bez Schoplera, Leona i Oskara byłoby to niemożliwe.