Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KLUCZ DO LEPSZEGO ŻYCIA Tekst Monika Kruczyńska-Szymaniak

Tekst Monika Kruczyńska-Szymaniak                 Dla nas koty stały się kluczem do kontaktu, porozumienia, wdrażania terapii zajęciowej. Czasem, kiedy jest naprawdę ciężko, kiedy zwyczajne argumenty obnażają swoją bezradność... Wyciągam rękę i mówię: Chodź... Opowiem ci, jak moje koty... i wszystko się uspokaja, rozjaśnia i życie staje się lepsze.


Jestem pedagogiem - terapeutą zajęciowym. Prowadzę warsztaty plastyczne z dziećmi i młodzieżą z różnego rodzaju dysfunkcjami i upośledzeniem umysłowym. Praca jest moją prawdziwą pasją, ale wielką miłością i niekończącą się fascynacją są koty. Od wielu lat ja i moja rodzina pomagamy kotom. Wszystkie nasze zwierzęta zostały uratowane w różnych niezwykłych okolicznościach. Każdy dzień spędzony w ich towarzystwie uświadamia mi, jak bezinteresowna potrafi być ich miłość, jak budujący mają w sobie spokój, jak kojąco działa ich obecność i dotyk. Ile wiedzy i przyjemności daje możliwość obserwowania ich zachowań. Zwierzęta mają w sobie ogromny potencjał. W mojej pracy często doświadczam, jak już same postacie zwierząt, opowiadanie o nich, w cudowny sposób angażuje dzieci w proces terapeutyczny. Pozwala w łagodny sposób przekraczać trudne do pokonania granice.
Pierwsze spotkanie.
Chłopiec z Zespołem Aspergera. Zajęcia indywidualne. Moje przywitanie wypada zachęcająco. Podajemy sobie ręce - to dobry znak. Nie ma oporu przed fizycznym kontaktem z innymi ludźmi, co w przypadku tej dysfunkcji często się zdarza. Przedstawia się w sposób bardzo oficjalny, co w ustach ośmioletniego chłopca brzmi nawet zabawnie, ale tak właśnie czasem jest. Opowiadam o tym, co zaplanowałam na nasze zajęcia. Pokazuję materiały. Pytam, czego nie lubi dotykać, co lubi rysować. Najbardziej lubi potwory, ale wiem z wywiadu, że bardzo interesują go zwierzęta. Ma na ten temat dużą wiedzę, która pozwoli nam nawiązać początkową relację. Szczerze mówiąc, jako główny cel pierwszego spotkania przyjęłam zasadę - nie zniechęcić i możliwie dużo zaobserwować. Malujemy wycięty z tektury przestrzenny płot. Pytam o ulubione kolory. Niebieski. Malujemy razem. Pozwala mi pomagać sobie w pracy. Widzę, jak ślady farby na rękach „uwierają", burzą spokój. Na początku konsekwentnie wycieramy każdą plamkę, potem ubrudzenia nie są już tak strasznie nieznośne. Na naszym płocie mają pojawić się marcowe koty - wycięte z gazety, zdjęcia kocich postaci. Płot sobie schnie, a my przeglądamy razem czasopisma w poszukiwaniu odpowiednich zdjęć. Wtedy chłopiec bardzo się ożywia. Przy okazji opowiadam mu o moich kotach. Tomek bardzo chce, abyśmy wśród zdjęć wyszukali te, które w jakiś sposób przypominają moich podopiecznych. Opiekuję się 17. kotami, więc przed nami poważne zadanie. Mam w telefonie mnóstwo zdjęć moich zwierząt. Tomek jest zachwycony. Błyskawicznie uczy się wszystkich imion i o każdym coś chce wiedzieć. Postanawia wyszukać jak najwierniejsze podobizny moich kotów w gazetach. Zarządza sporządzenie listy. Numerujemy, piszemy imiona. W bardzo krótkim czasie Tomek wie już i pamięta wszystko: imiona, cechy osobowości, wiek, relacje rodzinne, historyjki z nimi związane. Ta łatwość zapamiętywania robi wrażenie, ale właśnie to wpisane jest w jego chorobę. Uszeregowane ciągi informacji są dla niego bezpiecznym światem i czuje się w nim dobrze. Niektóre imiona wzbudzają szczególną wesołość, mają też swoją zabawną lub niekiedy dramatyczną genezę. Bawi się słowami jak wyliczanką. Wszystko zaczyna mieć jakiś określony rytm. Wielokrotnie odczytuje listę: Wiesiek, Stasiek, Wścieklica, Kurczak, Bożenka, Emil-Lemur-Momo, Śnieżyna, Księżniczka-Wuwuzela, Mały Chińczyk-Juanita, Agent Tomek, Elemelek, Panna Lukrecja, Pinokio, Januszka, Basia, Krysia i Dorotka i na końcu Pan Śmigiełkonanosie. Liczy. Sprawdza listę i wycina odpowiednie zdjęcia, chociaż operowanie nożyczkami sprawia mu dużą trudność, ale jest tak zajęty, że wydaje się tego nie odczuwać. Zaczynamy wymyślać różne śmieszne historie, w których bohaterami są moje koty. Tomek zaczyna spekulować: Skąd wiesz, może te twoje koty same występują w tej gazecie, a ty nawet nie wiesz? Piszą tu różne rzeczy i jeszcze robią sobie zdjęcia!? Ale jak one tam mogą przyjechać? I to wszystkie razem? Odpowiedź okazuje się prosta i natychmiast się pojawia: One jadą specjalnym autobusem - jak drużyna piłkarska... Podsuwam Tomkowi pomysł: Może spróbujesz to narysować? Taką kocią ekipę w podróży? Chciałabym zobaczyć, jaki powstanie rysunek, jak przedstawi ten pomysł. Chce pracować tylko i wyłącznie ołówkiem - tak jest mu najłatwiej. Ołówek jest bezpieczny - daje się ścierać i co ważne, nie brudzi. Zdecydowanym ruchem na dużej kartce umieszcza centralnie coś, co przypomina rejsowy autokar z nieskończoną liczbą okien. Mamy plan sytuacji. Patrzę, jaka będzie kolejna decyzja.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 95 wrzesień 2010