Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

CZY MASZ JUŻ SWOJEGO FELINOTERAPEUTĘ? Barbara Sieradzan rozmawia z Dorotą Sumińską

Z dr weterynarii, pisarką i autorką audycji radiowych i telewizyjnych, Dorotą Sumińską rozmawia Barbara Sieradzan
Magazyn KOCIE SPRAWY - Nr 81/82 lipiec/sierpień 2009


Znajomość felinoterapii powinna być impulsem do tego, by ludzie brali koty do domu, szczególnie jeśli mają kogoś, kto potrzebuje ciepłego kontaktu z żywą istotą. I wcale nie musi to być jakiś specjalny kot - może być to zwykły buras, choćby ze schroniska.

Barbara Sieradzan: Po co człowiekowi potrzebny był kot?
Dorota Sumińska: No cóż, pies pilnuje domu, krowa daje mleko, a kot tępi myszy. To taki pierwotny powód, nadal są gospodarstwa, gdzie w tym celu trzyma się koty. Tak naprawdę chcielibyśmy wykorzystać wszystkich i do wszystkiego, nie wykluczając również ludzi. Człowiek lubi sobie wszystko podporządkować.

Co pani doktor sądzi o felinoterapii?
Myślę, że nie chodzi o to, że kot ma być terapeutą. Raczej o to, że potrzebujemy kontaktu z istotą inną niż my sami, a więc zawsze życzliwą. Nie zawsze umiemy się dogadać z drugim człowiekiem, a kontakt ze zwierzęciem łagodzi stres. Dziś nie każdy człowiek może, z różnych względów, pozwolić sobie na posiadanie zwierzęcia. Przeraża mnie myśl, że trzeba wynajmować kota, by dziecko mające trudności z porozumieniem się ze światem mogło poczuć bliskość i życzliwość drugiej istoty. Chorzy, samotni ludzie bądź ich opiekunowie sami powinni wpaść na pomysł, że człowiek siedzący w czterech ścianach, z ograniczonym kontaktem z innymi ludźmi, powinien mieć przy sobie ciepłe, życzliwe stworzenie. I temu stworzeniu, kotu czy psu, powinni stworzyć odpowiednie warunki do dobrego samopoczucia i chęci wzajemnego kontaktowania się. Samo posiadanie kota jest już felinoterapią.

Czyli kot wcale nie potrzebuje być przyuczany do roli terapeuty?
Szkolimy zwierzęta, ponieważ się ich boimy. Tak naprawdę nic by się nie stało, gdyby kot udrapał w zabawie pacjenta. Szkolimy, żeby nas nic nie zaskoczyło, lubimy mieć wszystko sterylne i pod kontrolą.

A czy kot lubi być szkolony?
Do felinoterapii wybiera się niesłychanie łagodne i cierpliwe zwierzęta. Myślę, że wykorzystywanie tych ich zalet ponad miarę, też jest nie w porządku, wedle porzekadła, że kota można zagłaskać na śmierć. Dla mnie samo posiadanie kota jest już terapią. Czy to nie jest chore, że rodzice doprowadzają dziecko do kota terapeuty, zamiast mieć swojego własnego w domu? Każdy życzliwy kot, który kocha swoich ludzi, jest terapeutą, nie musi być do tego specjalnie szkolony. Pies łatwiej poddaje się wyuczeniu, więc może terapeutyzować całą grupę, natomiast terapia z kotem - z racji jego natury - musi się odbywać bardziej indywidualnie. Już sama intymność przebywania z kotem sam na sam sugeruje, że najlepiej byłoby mieć tego terapeutę u siebie na stałe.

Nie trzeba więc tresować kotów?
Nikogo nie trzeba tresować: ani psów, ani kotów, ani dzieci, ani nikogo innego. Trzeba wychowywać, gdyż to służy ułatwieniu relacji, socjalizowaniu i bezpieczeństwu. Wychowywanie zawiera szacunek, tresura jest podporządkowywaniem.

W jakim stopniu dla kota jest ważny kontakt z człowiekiem?
Jeśli jest to dziki kot, ma swoją społeczność i jest w stanie się wyżywić o własnych siłach, człowiek nie jest mu do niczego potrzebny. Kot jest takim zwierzęciem, któremu jeśli nie przeszkadzać, to sobie poradzi. Natomiast kot, który siedzi tylko w domu, jest od człowieka uzależniony absolutnie. Jeśli od kociaka nie zna innych możliwości, to myślę, że jest szczęśliwy, pod warunkiem, że jego człowiek jest szczęśliwy i umie się tym szczęściem dzielić. Moje koty, a mam ich dziesięć, oprócz nich sześć psów, kiedy przebywały w mieszkaniu, wydawały się być zupełnie szczęśliwe. Ale kiedy przeprowadziłam się na wieś i teraz mają możliwość wychodzić nie tylko na posesję, ale i dalej, są na pewno jeszcze bardziej zadowolone. A mimo to, codziennie o 21.30, zimą wcześniej, meldują się w domu i noc spędzają z domownikami. I wcale niekoniecznie stawiają się na kolację: czasem chodzi tylko o pieszczoty. Tak naprawdę dla nich prawdziwe życie jest i w domu i poza nim: mają swój świat, w który ja nie wnikam, a w domu się je, śpi, pieści, bawi.

Czy możemy mówić o wzajemnych relacjach z kotem w kategoriach przyjaźni?
Tak, ale tylko wówczas, gdy sami będziemy dobrymi przyjaciółmi. Dobry przyjaciel to ktoś, kto akceptuje nas takim, jakim jesteśmy. Czyli zaakceptujemy w kocie to, że jest kotem, a nie będziemy próbować robić z niego człowieka. Od nas nikt nie oczekuje, że będziemy hipopotamami. Wyobraźmy sobie, że adoptowała nas bardzo kochająca rodzina hipopotamów. Musimy żyć z nimi w bagienku, jeść podgniłe warzywa i spełniać ich oczekiwania, głównie to, że staniemy się dla nich hipopotamami. One nas będą całować, rozpieszczać i naprawdę bardzo kochać. Tylko, czy my będziemy szczęśliwi? Pamiętajmy, że jak już mamy u siebie tego kota, to pozwólmy mu być sobą i nie miejmy do niego pretensji, że jest kotem.

Często przypisujemy kotom uczucia wyższe, równie często ludzie traktują zwierzęta tak, jak by były pozbawione wszelkich uczuć.
To człowiekowi się wydaje, że tylko on ma te uczucia wyższe i w ogóle wszystko ma wyższe, bo jest człowiekiem. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że bez nas ten świat świetnie dałby sobie radę, więcej, najczęściej podlega degradacji z powodu naszych ingerencji i nieudolnych prób naprawczych. Tak jakby to, że jesteśmy tak świetni w niszczeniu, brudzeniu, zabijaniu czyni nas istoty wyższe. Jesteśmy tylko równorzędnym elementem świata. Uczucia wyższe w naturze, wśród zwierząt były już wówczas, kiedy myśmy się dopiero dowiedzieli, że jesteśmy ludźmi. I są nadal, bo te uczucia to część wszechświata. Zwierzęta są zdolne do prawdziwych, wielkich uczuć i jeśli u nich takie zaistnieje, ma ogromne konsekwencje. My często żyjemy symbolami, na przykład słowami, które nie zawsze coś znaczą. Zwierzęta żyją naprawdę, gdyż kierują nimi prawa naturalne, którym się nie sprzeniewierzają. My tworzymy prawa moralne, których niestety nie respektujemy.
Na ile kocie uczucia są świadome? Podobnie jak nasze: jedne są świadome, inne są impulsywne, nieuświadomione. W tej materii się nie różnimy. Tak naprawdę różni nas tylko system wartości. A więc żeby zrozumieć kota, trzeba poznać jego system wartości. Kot widzi świat trochę inaczej, w taki sposób, jaki jest mu potrzebny do życia. Myśleć potrafi każde stworzenie. To, co kot przetwarza w swojej głowie, jest myśleniem, podejmowaniem decyzji.

Dlaczego kot mruczy? Podobno nie tylko z zadowolenia?
Nie każdy kot mruczy. Mruczy kot domowy, pantera śnieżna, żbik, ale ryś, lew już nie. Myślę, że to tak jak z nami: czasem jesteśmy w takim stanie emocjonalnym, w którym potrzebujemy jakiegoś potwierdzenia z zewnątrz. Kot, kiedy potrzebuje wyrazić bardzo intymne, prywatne emocje, taką emocją może być również cierpienie, mruczy, szukając ciepłego potwierdzenia. Tak jak człowiek, duży czy mały, czasem się pieści, szukając u bliskiej osoby pocieszenia. Myślę, że kocie mruczenie, to takie szukanie ciepła i akceptacji.

Co kot ma z felinoterapii?
To samo, co my: dobry, wzajemnie chciany kontakt. Taki szkolony kot -terapeuta w jakimś stopniu robi to, czego od niego oczekuje człowiek, którego lubi. Mam nadzieję, że jest to dla niego również rozrywką. W świecie kota stale musi się coś dziać! Felinoterapia powinna być impulsem do tego, by ludzie brali koty do domu, szczególnie jeśli mają kogoś, kto potrzebuje sympatycznego kontaktu z żywą istotą. I wcale nie musi być do tego jakiś specjalny kot - może być to zwykły buras, choćby ze schroniska.
I jeszcze jedno: najgorsze, co możemy zrobić kotu, to traktować go jak rzecz czy element wyposażenia domu pod kolor tapicerki. Uszanujmy go i zasłużmy na jego przyjaźń.