Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

GDY ODEJDĄ WIELKIE KOTY – Tekst: Ania Dąbrowska

Tekst i zdjęcia: Ania Dąbrowska

Park Narodowy Serengeti w Tanzanii to ogromny, praktycznie całkowicie płaski obszar, który zamieszkują wspaniałe zwierzęta. Wydawać by się mogło, że to jedno z najpilniej strzeżonych sanktuariów dzikiej przyrody na świecie. Nie do końca. Tam, gdzie pozornie rządzi przyroda, faktyczną władzę sprawuje człowiek i jego chciwe instynkty.

 Srebrna Toyota z napędem na cztery koła sprawnie przemierza pylistą wąską ścieżkę. W oddali majaczą skalne kopce, chętnie zamieszkiwane przez lwy oraz mniejsze stworzenia. Dookoła pustka. W krajobrazie nie widać nic niepokojącego. Może to dlatego, że zjechałam z głównego szlaku i przemieszczam się w zdecydowanie mniej uczęszczanym obszarze parku. Z daleka dostrzegam płowe futro i dostojną grzywę. Lew leży na płaskim kamieniu i leniwie spogląda na toczący się ku niemu samochód. Silnik gaśnie.

Na lwa można patrzeć godzinami. Piękne ślepia o bursztynowej barwie, ogromne umięśnione ciało i majestatyczna sylwetka. Aslan, Simba, król zwierząt. Nie bez przyczyny lwa określa się tak dumnymi słowami.
Nie można dotknąć. Nie można podejść. Trzeba cieszyć oczy, póki w ogóle te wielkie koty pozwalają nam być tak blisko.
Wydaje się, że to absolutnie idealna chwila. Lew, bezkresna połać afrykańskiej sawanny i niebo – mocno niebieskie, z chmurami o zupełnie płaskich spodach. Jak z pocztówki albo filmów przyrodniczych sir Davida
Attenborough, które w dzieciństwie rozpalały moją wyobraźnię do czerwoności. Ale w tym dzikim krajobrazie, w przestrzeni, która powinna być wyłącznie własnością przyrody, pojawia się rysa, gruba, głęboka, wyryta ostrym narzędziem: człowiek i jego chciwość, łapczywość, pazerność i lenistwo.
Przez lornetkę obserwuję odległe drzewo. Na gałęzi odpoczywa leopard, majestatyczny wielki kot.
Widzę też dwa samochody safari tuż pod tym drzewem. Szybko lokalizuję drzewo na mapie i nieco okrężną drogą, żeby samochodu na wertepie nie męczyć, po jakichś piętnastu minutach docieram w okolice leoparda. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy z tego, co dzieje się pod drzewem.


Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 163 – MAJ 2016


Po drodze spory ruch. Samochody zawracają i pędzą, kto pierwszy, pod drzewo z leopardem.
Kiedy tam docieramy, pojazdów jest już z 25 albo więcej. Silniki się grzeją. Za mną ustawiają się kolejne, więc nawet nie mogę zawrócić, choć bardzo nie chcę brać w tym udziału.
Z otwartych dachów Land Cruiserów sterczą ludzkie głowy. Każdy chce zobaczyć leoparda.