Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

TURECKI PROTEST - cały tekst

KOCIE SPRAWY Nr 127 – Maj 2013

Tekst: Paulina Maruszewska

W czasie mojej wieloletniej pracy widziałam wiele złego. Był to zresztą jeden z powodów, dla którego po 17 latach odeszłam z zawodu dziennikarza. Jednak demonstracja zorganizowana przez miłośników kotów w moim ukochanym Kuşadası była dla mnie niezwykle smutnym przeżyciem.


Niedawno Kuşadası obiegła straszna nowina: na jednym z luksusowych osiedli, znajdujących się tuż nad morzem, które zamieszkiwali w większości Turcy, ktoś z premedytacją otruł 39 kotów.
Sprawca i przyczyna – nieznane. Znany tylko sposób otrucia tych biednych zwierząt: do kociej karmy została dodana strychnina. Pokarm rozrzucono w miejscach, gdzie karmi się koty.
Tureckie Kuşadası słynie z kotów, swoich futrzanych mieszkańców. Miasto jest z nich niezwykle dumne. Koty żyją tu na zewnątrz, a nie w domach, ale to wcale nie znaczy, że nie mają swoich opiekunów. Każdy z nich związany jest z człowiekiem, lecz panuje tu taki klimat, że koty wolą prowadzić swobodny tryb życia.
Przesiadują więc wokół ogródka i basenu, i tylko czasem wracają na noc do domu. Tym sposobem kotów można mieć wiele. Jedni z moich sąsiadów są na przykład opiekunami aż piętnastu z nich, ale takich domowych, „osobistych” mają tylko dwa. Ja też mam dwójkę. Jeden z moich kocich przyjaciół prowadzi właśnie taki wędrowny tryb życia. Sąsiadka – Rosjanka – nazwała go nawet блудный, co po polsku znaczy syn marnotrawny. Tak naprawdę ma jednak na imię Tygrys.

Niestety koszmar, który spotkał ostatnio nasze zwierzęta, dotknął też koty i ich opiekunów z innych osiedli. Tam także zaczęły one znikać lub odnajdywano je martwe. Jedna kobieta, którą spotkałam na długim spacerze, powiedziała, że straciła ich aż pięć.
Od razu po tym zdarzeniu, mimo weekendu urząd miasta zwołał specjalne posiedzenie w tej sprawie. Przybyli na nie przedstawiciele policji i straży miejskiej. Zapewniono wszystkich o zwiększeniu liczby patroli na ulicach. Tego samego dnia na godzinę 14 zapowiedziano też protest mieszkańców.
Pomimo ulewy – jeśli ktokolwiek był w Turcji w czasie prawdziwego deszczu, to wie, o czym mówię – pod urzędem zjawiło się bardzo dużo osób. Wiele z nich przyprowadziło swoje zwierzaki. Prawie każdy trzymał transparent. Wielu założyło kocie maski.
Do zebranych wyszedł prezydent miasta Esat Altıngun, który zapewnił, że miasto zrobi wszystko, by sprawca odpowiedział za swój czyn. Przypomniał, że według art. nr 5199 tureckiego kodeksu karnego, każdy, kto działa na krzywdę zwierząt, będzie ścigany i ukarany. Zapewnił też o solidarności z właścicielami wszystkich zwierząt – ofiarą mogły stać się przecież także psy, które zjadłyby na spacerze karmę wysypaną dla kotów. Prezydent przyrzekł, że Kuşadası odzyska dobre imię miasta przyjaznego zwierzętom.
Ludzie wchodzili na mównicę, wyczytywali imiona swoich utraconych pupili i pytali: dlaczego?
Z tłumu co chwila dobiegały głosy: ja straciłem pięć kotów! ja trzy. Pewna Holenderka, która była tu prócz mnie jedynym obcokrajowcem, powiedziała do mnie po cichu, połykając łzy: ja straciłam ich 12...
Chyba nie było tam osoby, która nie miałaby wilgotnych oczu...
Nie wiemy, dlaczego to się wydarzyło. Trudno to pojąć. Jednak, w obliczu takiego nieszczęścia, ludzie się zjednoczyli. Co ważne, poparły nas władze. Teraz czekamy na złapanie tego szaleńca.
A ja mam nadzieję, że kiedy wrócę dziś z biura do domu, mój блудный Tygrys będzie na mnie czekał, jak zawsze.